Miłość – co w sobie zawiera to słowo?

No Comments
Miłość - co w sobie zawiera to słowo?

Już w pierwszym zdaniu mogę odpowiedzieć na postawione pytanie. Miłość zawiera w sobie sześć literek, w tym połowa jest typowo polska. Wyraz. Słowo. Takie dwusylabowe, od którego można otworzyć mnóstwo przeróżnych form i odmian, dużo synonimów, takich jak kochanie, fascynacja, uwielbienie, adoracja, sympatia. W naszym języku istnieje zarówno niemało związków frazeologicznych i określeń miłości, na przykład miłość platoniczna. Powszechne więc, często używane i w mowie codziennej, i w literaturze. Nie tylko polskiej, rzecz jasna. Love po angielsku, Liebe w języku niemieckim, czeska láska, włoskie amore czy serbskie љубав. Wszechobecne i wszędzie znane określenie od wieków. Zatem jakże zapewne proste do zdefiniowania!

Tyle mówienia, teraz warto się zastanowić nad tym, co się uprzednio powiedziało. Czymże jest więc to znane powszechnie określenie miłości, poza stwierdzeniem, że to, bardziej czy mniej przypadkowy, układ liter? Stawiam sobie właśnie takie pytanie i… czekam na jakiś przebłysk w swojej głowie.

Zacznę więc może od znalezienia definicji miłości w Internecie. Popularna Wikipedia mówi tak: „Miłość – pojęcie wieloznaczne i trudne do zdefiniowania, odnoszone do uczuć, stanów emocjonalnych, relacji międzyludzkich, postaw”. Cóż, jak zwykle internetowa encyklopedia okazała się nadzwyczaj pomocna. Szukam więc dalej; zaglądam teraz do internetowego słownika języka polskiego, gdzie wyczytuję, że miłość jest definiowana jako: „uczucie, którym się darzy kochaną osobę; silna więź emocjonalna łącząca ludzi, także łącząca osobę z Bogiem, bóstwem, krajem rodzinnym; osoba, którą się kocha; przedmioty, czynności, które sprawiają przyjemność; kontakt fizyczny prowadzący zwykle do stosunku seksualnego”. Po przeczytaniu wszystkich wymienionych przypadku uśmiecham się z wyższością, bo już z pierwszym danym przykładem popularny Wikisłownik dał plamę.

Pamiętajmy – miłość to NIE jest uczucie. Na jakiej podstawie niby miałoby nim być? Trzeba tutaj zdać sobie sprawę z tego, że uczucie to coś chwilowego, nieznaczącego wiele w dalszej przyszłości, co z czasem po prostu znika. Uczuciem może być strach, ból, głód, radość. Uczuciem może być przyjemność, wstyd. Coś, co teoretycznie nie trwa wiecznie. Wrzucenie pojęcia miłości do tego kręgu byłoby dla niego obrazą i pewnego rodzaju niedocenieniem. Miłość to pewnego rodzaju specyficzna postawa względem drugiego człowieka. Odpowiedzialna, świadoma, z jednej strony przemyślana, ale z drugiej spontaniczna, bo przecież kto miłości na siłę szuka, ten jej nie znajdzie. Pierwsze skojarzenia z nią to oczywiście okazałe, krwistoczerwone serce, szczęście, tak zwane motylki w brzuchu, serduszka w oczach zamiast źrenic, trzymanie się za ręce, pocałunki i przytulanie, a także – nie ukrywając – seks. Same momenty radości i przyjemności, beztroski, poczucia spełnienia. Raczej rzadziej przed oczami widzimy staruszka, który aż do śmierci dzielnie klęczy przy łożu swojej ukochanej, lecz chorowitej już żony; niezbyt często mówiąc „miłość” widzimy związane z nią łzy, bolesne próby czasu, tęsknotę. Widzimy ołtarz, śnieżnobiałą suknię panny młodej oraz szczęśliwych nowożeńców, którzy, składając przed Bogiem przysięgę, obiecują sobie dozgonną miłość. Czy choć raz zastanawialiśmy się, co niosą ze sobą słowa „i że Cię nie opuszczę aż do śmierci”? Czy zadaliśmy sobie pytanie: do czyjej śmierci?

Czy w życiu codziennym, które niestety częściej jest szare niż kolorowe, małżonkowie zwątpili niejeden raz w słowa „nie opuszczę Cię”, gdy na horyzoncie pojawiły się pierwsze problemy, nieporozumienia, poważne życiowe wybory, ból i łzy?

Miłość nie przychodzi łatwo. Przeciwnie – pełna jest trudu. Dziś to, co się zepsuje, łatwiej wyrzucić do kosza, niż naprawić. Rozwód jest wygodniejszy. Czy w takim razie to była miłość, czy tylko silne zauroczenie, uczucie? W tym miejscu nasunął mi się na myśl fragment wykładu ks. Andrzeja Zwolińskiego z 2007 roku na temat współczesnego satanizmu, w którym ksiądz wypowiada bardzo mądre i trafne słowa na temat miłości i jednocześnie częściowo odpowiada na pytanie zawarte w temacie: „Miłość mieści w sobie kategoryczne potwierdzenie „chcę być z tobą na wieczność […] Kocham = nie umrzesz […] Jeśli miłość minęła, to nigdy jej nie było; nie ma czasu przeszłego do miłości, taki czas nie istnieje, miłość go nie zna […]”

Miłość ma wiele odmian, jak wcześniej zasugerował nam wpis z internetowego słownika. Tradycyjne pojęcie miłości nasuwa nam obraz dwojga ludzi odmiennej płci, którzy spędzają razem życie i mierzą się razem z jego przeciwnościami. Znana jest jednak także wizja miłości jako silnej więzi matki do dziecka, dziecka do rodziców, miłość między rodzeństwem, miłość do Boga, do ojczyzny, miłość fizyczna, przyjaźń-miłość, miłość do bliźniego pasja. Tyle, ile jest ludzi na świecie, tyle jest definicji i określeń tego pojęcia – nie uczucia. Każdy widzi w niej co innego: wierność, zaufanie, wsparcie, oddanie. Każdy ma pełne prawo do miłości i każdy jest do niej stworzony – niekoniecznie do miłości typowo partnerskiej.

O miłości małżeńskiej dużo pisał dr Mieczysław Guzewicz, chociażby w swoim dziele „Miłość małżeńska może być piękna”. Książka jest bardzo pochwalana przez odbiorców, polecana w zasadzie parom na każdym etapie związku małżeńskiego. Autor zwraca uwagę na to, że w związku liczy się bliskość i obecność, a raczej jej naturalne – a nie przymusowe – odczucie i dawanie możliwości odczuwania. Jak mówi: „Każde jednak małżeństwo może być piękne i możemy z niego czerpać nieograniczoną ilość siły, energii, mocy”. Jego „recepta” na szczęśliwy związek nakłada się ze słowami ks. Zwolińskiego, a mianowicie brzmi ona tak, że od dnia ślubu do końca życia najważniejszą osobą dla żony staje się mąż, a dla męża żona. Miłość, jeśli jest tą prawdziwą, a zatem wieczną, nie niesie ze sobą wątpliwości. Guzewicz podkreśla, że miłość trzeba odpowiednio „karmić” i o nią dbać, co oczywiście jest prawdą, jednak moje własne zdanie jest takie, że jeśli to jest „ta” miłość, to potrzeba zadbania o relacje w ogóle nie zaistnieje, bo dla partnerów jest to oczywiste i wychodzi to z nich samoistnie, bez żadnego przypominania o czułościach, rozmowie, wierności czy szczerości. Nie widzą oni końca swojej miłości nawet w dniu śmierci, bo wiedzą, że ich dusze i po śmierci wciąż będą złączone. Nie wyobrażają sobie nawet, że byle jaka kłótnia, choroba czy wypadek byłby w stanie ich w jakikolwiek sposób poróżnić czy rozdzielić.

M I Ł O Ś Ć T O P O S T A W A, a nie uczucie.

Oprócz tego standardowego obrazu, pamiętajmy też pozostałe. Miłość równa się wiara, pewność, szczęście szczęściem drugiej osoby, a także poczucie własności, szczególnie mam na tu myśli przymiotnik „mój”, który zawiera w sobie wszystkie inne określenia odczuć związanych z miłością, które trudno zdefiniować, zarówno w przypadku miłości partnerskiej, braterskiej, jak i rodzicielskiej. Przykład zalanej łzami szczęścia matki, która dumnie patrzy na swoje dziecko i mówi: „to jest moje dziecko” będzie na pewno trafnym potwierdzeniem tego, jak niepozornie zwykłe słowo ma niezwykłą moc okazywania światu swojej miłości do kogoś.

Miłość niesie w sobie pewną lekcję i doświadczenie. Zakochany człowiek podobno pięknieje w oczach reszty, ale człowiek szczerze kochający może stać się pięknym pod względem duchowym. Miłość, dzielenie się życiem, radościami i smutkami uczy zaufania do ludzi, odpowiedzialności, kompromisu. Przypomina, że każdy jest stworzy do tego, by zaznać szczęścia i szacunku wobec siebie. Miłość może nauczyć wewnętrznej dyscypliny, często bywa motywacją w doskonaleniu samego siebie, w pracy nad swoimi wadami, ale także podnosi znacznie poczucie własnej wartości i pewność siebie. Miłość to oddanie, ale i samorealizacja, rozwój. To, że kochamy, nie znaczy, że musimy się poświęcać dla drugiej osoby, bo na jej szczęściu bardziej nam zależy. W miłości przydaje się, wbrew pozorom, tez czasami być małym egoistą i walczyć o swoje szczęście. Nie trzeba – nie wolno! – dawać wszystkiego – wystarczy część, szczera, bezinteresowna. Bóg, stwarzając człowieka gotowego do miłości, nie oczekiwał od niego tego, że będzie on oddawał całe swoje życie za to, co obdarzy miłością – a raczej żył z druga istotą, budując więzi i relacje, oparte na wzajemnym wspieraniu się, a nie tylko oczekiwaniu na inicjatywę wyłącznie z jednej strony. Miłość nie wymaga – prawdziwa miłość sama daje owoce.

Zakochanie – uczucie – nie widzi wad i potrzeby samokształcenia duchowego. Miłość potrafi zaakceptować wady i niedoskonałości, o których ma pełną świadomość, bo przecież jesteśmy tylko ludźmi. Miłość często sama od siebie pcha człowieka do duchowej, nieprzymusowej zmiany na lepsze. I właśnie ta świadomość nieidealności człowieka i jego indywidualności stanowi dobry fundament pod zdrowe, dojrzałe małżeństwo.

Miłość to naprawdę piękne „coś”. Jest jedyna w życiu, niepowtarzalna, wieczna. Nagła i spontaniczna, a jednak to kwestia dobrowolnego wyboru. Chciałabym tutaj przytoczyć słowa Scotta Pecka, którego rozważania o miłości miałam okazję przeczytać na portalu rebirthing. org. pl: „Miłość polega na dokonywaniu wolnego wyboru. Dwoje ludzi kocha się tylko wówczas, gdy są zdolni żyć bez siebie, lecz – dokonawszy wyboru – postanawiają żyć razem. Miłość to rozumne dawanie i rozumne odmawianie. To rozumne chwalenie i rozumna krytyka. Rozumna kłótnia, walka, konfrontacja, naleganie, popychanie i powstrzymywanie a oprócz tego podnoszenie na duchu. To przewodnictwo.”

I choć dla jednych stanowi ona podstawę hierarchii wyznawanych wartości, a dla innych chowa się gdzieś na jej dole, to jednak u każdego jest wpisana w życie. Niestety, z biegiem czasu zapominamy, co tam naprawdę stanowi jej sens i co z sobą niesie. Jakże często używamy stwierdzenia „kocham” machinalnie, tak samo jak zbyt często z ust człowieka wychodzi niby niepozorne „nienawidzę”? Czy powszechny dziś „otwarty” związek partnerski może w ogóle otrzymać miano związku? Zatrzymajmy się na chwilę. Usiądźmy i zastanówmy się. Czy ja w pełni odpowiednio wykorzystuję ten dar dany od Boga, że potrafię kochać?

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o